Pokarm dla myśli

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Co najważniejsze, diagnoza powinna również pomóc dziecku. Oznacza to, że należy z nim cierpliwie i delikatnie wchodzić w interakcje. Proces nauczania powinien wynikać z procesu rozumienia znaczenia wąskich, powtarzalnych wzorców zachowań.

Czy powtarzalne zachowania symbolizują brak wyobraźni? Nie. Czasami, według mojego doświadczenia, działały one jako jedyny przewodnik po poziomie zrozumienia przez dziecko interakcji społecznych i komunikacji. Umiejętności interakcji społecznych, komunikacji i wyobraźni są filtrowane przez nasz układ sensoryczny i nauczysz się rozpoznawać, co to oznacza.

Ogólnie przyjmuje się, że autyzm jest zespołem behawioralnym wynikającym z szeregu czynników etiologicznych9, a termin „zaburzenia ze spektrum autyzmu” jest często używany w celu potwierdzenia tego. Podstawowa przyczyna w większości przypadków nie została jeszcze ustalona, ​​ale czynniki genetyczne są coraz częściej uwikłane.

Tradycyjne kliniczne definicje autyzmu – możliwe przyczyny

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Centralnym problemem jest triada zaburzeń wpływających na interakcje społeczne, komunikację społeczną i wyobraźnię. Triadzie tej zawsze towarzyszy ograniczony, wąski, powtarzalny wzorzec aktywności. Ostatnie badania wykazały, że umiejętności interakcji społecznych, komunikacji i wyobraźni zależą, podobnie jak inne umiejętności rozwojowe, od aspektów funkcjonowania mózgu, chociaż dokładne obszary zaangażowane w to nie zostały jeszcze zidentyfikowane. Identyfikacja istnienia takiej triady zaburzeń u dziecka powinna być pomocna dla rodziców, nauczycieli lub opiekunów. Powinna rozwiać wątpliwości dotyczące rodzicielstwa i ostrzec nas przed możliwymi przejawami zachowań, które wynikają z postrzegania rzeczywistości, którą my, osoby niebędące autystami, postrzegamy i interpretujemy inaczej.

Labirynt porad

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Pełne implikacje autyzmu stanowią przedmiot różnych badań. W zależności od tego, którą szkołę filozoficzną lub psychologiczną ludzie przyjęli, ich porady dotyczące interakcji z osobą autystyczną wahają się od modyfikacji zachowania do biernej akceptacji. Znalezienie drogi naprzód przez ten labirynt porad okazało się jednym z moich najtrudniejszych zadań i chciałbym ułatwić ci to zadanie. Próbowałam uczyć się od wielu osób:

  • opiekunów i terapeutów, którzy twierdzili, że potrafią mnie nauczyć, jak radzić sobie z zachowaniami autystycznymi – ale ich „techniki zarządzania” nie okazywały szacunku osobie z autyzmem i nie zadawały pytania, dlaczego osoba autystyczna musi zachowywać się autystycznie
  • lekarzy, którzy byli zafascynowani i zaintrygowani autyzmem i opisywali go w terminologii medycznej
  • mądrych ludzi, którzy zainspirowali mnie do zachowania otwartego umysłu i kontynuowania poszukiwań kochających rozwiązań
  • dokumentów i filmów o autyzmie – promujących różne obrazy tego, czym jest ta choroba i jak wygląda życie osób z nią żyjących
  • ludzi, którzy chcieli znaleźć przyczynę autyzmu, którzy poświęcili swoje życie na przypisywanie tej chorobie winy
  • ludzi, którzy twierdzili, że istnieje cudowne lekarstwo na autyzm poprzez modyfikację zachowania lub miłość
  • ludzi, którzy szukali lekarstwa w nauce.

Jednak moimi najlepszymi nauczycielami byli eksperci w dziedzinie autyzmu – dorośli autyści. Nauczyli mnie, jak to jest żyć w spektrum i jak zbliżyć się do rzeczywistości, serca i duszy mojego syna. Nauczyli mnie również, co możemy „wyleczyć”, czego nie możemy wyleczyć i dlaczego. Pamiętam, jak zaczęłam rozmowę z autystyczną przyjaciółką słowami: „Przeczytałam w książce, że…”. Jej odpowiedź zaczynała się od: „To nie jest książka, kochanie. To jest prawdziwe życie i ja je przeżywam!”. Sukcesy dzieci, z którymi się bawiłam i wchodziłam w interakcje, w tym mojego syna, potwierdzały ich naukę. Moje pierwsze uczucia to tylko wyblakłe wspomnienie, które stopniowo zostało zastąpione radością, gdy zrozumiałam:

  • autyzm Alexandra i sposób, w jaki się uczy
  • jak wpłynął na jego indywidualne zachowanie
  • co mogę zrobić, aby mu pomóc
  • co mogę zrobić, aby pomóc sobie

• jak cieszyć się jego towarzystwem, a on cieszył się moim.

Gdyby nie Alex

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Od 1992 r. znalezienie lekarstwa na autyzm stało się moim nadrzędnym celem. W tych wczesnych latach, wierząc, że jedynym sposobem, aby dotrzeć do mojego syna, jest lekarstwo, byłem gotowy przenosić góry i, jeśli to konieczne, byłem gotów uwierzyć w cuda. ​​Czytałem najnowsze książki medyczne na temat tego schorzenia. Po drodze szukałem życzliwej i pełnej miłości terapii, która zaszczepiłaby w moim synu trwałą zmianę. Chciałem terapii ukierunkowanej na: nauczenie go języka; powstrzymanie go od jedzenia ziemi i węgla; powstrzymanie go od krzyczenia i pisania po ścianach; pomoc w przytulaniu mnie; lub być może zmotywowanie go do pozostania w ubraniu. Lista jest nieskończona. Byłem gotowy uczyć się od każdego, kto mógłby mi pokazać, co robić, a nie mówić mi, co mam robić! Chciałem cieszyć się uściskiem mojego syna i chciałem patrzeć, jak miesza się z dziećmi w swoim wieku. Przez wiele lat żadne z tych życzeń nie wydawało się nawet w przybliżeniu osiągalne. Następnie, w 1993 roku, przeczytałam w naszej lokalnej gazecie artykuł o „rewolucyjnej terapii”. Wydawało się, że to najbardziej kochające podejście do autyzmu, z jakim się do tej pory spotkałam. Podejście to twierdziło również, że przynosi „cudowne, pełne miłości uzdrowienie”. Tak więc, chcąc dowiedzieć się więcej i w poszukiwaniu kochającego uzdrowienia, mój syn, mój były mąż i ja pojechaliśmy do Ameryki. Chociaż mogłam „widzieć”, jak mój syn zmienia się każdego dnia, pozostawałam zdziwiona wieloma aspektami jego „niemożliwego rozwoju”. Każdego dnia, na moich oczach, mój syn się zmieniał. Niestety, te zmiany były dalekie od trwałych. Opuszczałam Amerykę z trzema podstawowymi pytaniami bez odpowiedzi:

  1. W jaki sposób moja całkowita bezstronność „wyleczy” autyzm mojego syna?
  2. Dlaczego mój syn miał potrzebę zachowywania się tak inaczej niż jego brat?
  3. Dlaczego zmiany w jego zachowaniu nie były trwałe? (np. Dlaczego zapomniał nowo poznanych słów? Dlaczego nie mógł uogólniać?)

Moje pytania otrzymały następującą odpowiedź: „Dziecko robi, co może, z tym, co wie [niejasne] i dopóki zachodzą zmiany, nie musimy rozumieć, dlaczego one zachodzą”. Uznałem tę odpowiedź za niekompletną i fatalistyczną. Ponadto, gdybym wiedział, dlaczego zaszły zmiany, mógłbym pomóc im szybciej się pojawić, zamiast błądzić po omacku. Odpowiedź nie była jedyną rzeczą, której nie mogłem do końca zrozumieć. Nauczono mnie, że szczęście to wybór (pojechałem tam, aby dowiedzieć się, jak leczyć autyzm) i że mogę wybrać szczęście, nawet jeśli mój syn pozostanie autystyczny. Ponadto, decydując się na szczęście z jego autyzmem, zrobiłbym sobie przysługę i byłbym pomocny dla mojego syna. Teoretycznie jest to pozytywna myśl. Osobiście i praktycznie, bardzo trudno było mi wtedy czuć się szczęśliwym. Mogłem udawać, że jestem szczęśliwy, ponieważ uwielbiałem Alexandra. Potrafił rozpoznać z odległości mili, kiedy udawałem. Moim wyzwaniem było dowiedzieć się, czy ta nieznana jednostka zwana kontinuum autyzmu, czy coś innego wywołało u mojego syna niekontrolowane, destrukcyjne zachowanie. Czy mogłem to zmienić? Czy mogłem dowiedzieć się, co to było? Nie spotkałem jeszcze rodzica, który szybko osiągnąłby tzw. „tryb szczęścia”, zanim mógłby się komunikować z dzieckiem lub przynajmniej uzyskać pozytywne zapewnienie, że dziecko jest w ogóle osiągalne. Podobnie, nie spotkałem jeszcze dorosłego autysty, który nie czułby się zraniony ciągłymi poszukiwaniami „leku” przez swoich rodziców.

Przegląd kontinuum autyzmu

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Poszukiwanie „leku”

Jako zrozpaczony rodzic, chciałem mieć książkę, która poprowadziłaby mnie w kierunku znaczącej interakcji z moim synem i pozbyła się części moich zmartwień. Chciałem realistycznych, ale pełnych nadziei odpowiedzi na moje przerażające pytania. Brak takiej książki zapoczątkował początek dziewięciu lat badań finansowanych z własnych środków. Badania te miały na celu odkrycie znaczenia autyzmu, pomoc mojemu synowi i, jeśli zakończą się sukcesem, opisanie innym rodzicom, co mogą zrobić, aby pomóc swojemu dziecku. Moje badania wymagały tysięcy godzin interakcji. Były i są rozstrzygane przez zdrowy rozsądek. Ich sukces jest potwierdzany i monitorowany przez chęć osoby autystycznej do interakcji ze mną. Moje własne zachowanie podczas interakcji wynika z empatii i ma na celu inspirowanie więzi poprzez komunikację. Gdy tylko lekarz powiedział mi, że Alexander ma autyzm i że autyzmu nie można wyleczyć (jak w przypadku leczenia choroby), pogrążyłem się w głębokim poczuciu krzywdy i bezradności. Trzy dni później na moje pytanie „Dlaczego nie można tego wyleczyć?” odpowiedziałem „Ponieważ nie wiemy, co to jest”. Znalazłem nadzieję w tej odpowiedzi i postanowiłem zakwestionować prognozę, a nie diagnozę (powiedziano mi, że niewiele mogę dla niego zrobić i doradzono mi, abym skupił się na moich normalnych dzieciach). Jednak jeśli nie wiemy, co to jest, to znaczy, że nie wiemy, dlaczego nie można tego wyleczyć. Nie wiemy też, czy dziecko autystyczne mogłoby nauczyć się dostosowywać do świata nieautystycznego bez wyleczenia.

Klub towarzyski we wtorkowe wieczory

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

W dwa wtorki każdego miesiąca spotykam się w ośrodku społecznościowym zarezerwowanym tylko dla nas z innymi ludźmi o podobnych poglądach. Zaczęło się to około cztery lata temu. Miła i życzliwa matka jednego z moich byłych klientów zapytała mnie, czy znam jakichś dorosłych, którzy chcieliby się spotkać w sobotę i zająć się sztuką lub rzemiosłem. Tak się złożyło, że znałem kilka osób, które chciałyby robić coś innego niż siedzieć samemu w mieszkaniu lub w domu z mamą i tatą. W trakcie mojej praktyki poznałem wiele osób, które były tak mądre, zabawne, troskliwe i interesujące, że wydawało się wstydem, że nie mogą się spotkać. Jak to bywa, jedno pociągnęło za sobą drugie i tak powstał Klub towarzyski we wtorkowe wieczory (TESC). Zaczęliśmy spotykać się raz w miesiącu, ale po roku musieliśmy podwoić liczbę spotkań, ponieważ tak wiele osób było zainteresowanych przyjściem i ponieważ znajdowaliśmy tak wiele interesujących rzeczy do zrobienia. Mamy około pięćdziesięciu członków, z których wszyscy opisaliby siebie jako nieco odbiegających od „normy” z jednego lub drugiego powodu. Są trzy osoby, które wiedzą, gdzie przechowywane są klucze, alarmy i sprzęt, a jedna z tych trzech otwiera dla nas centrum. Mamy przewodniczącego, wiceprzewodniczącego i sekretarza, a także „cienie” na każde z tych stanowisk. Mamy konto bankowe, ponieważ ludzie ciągle dają nam pieniądze i ponieważ zaczęliśmy pobierać pięćdziesiąt pensów od osoby za noc, aby pokryć koszty poczęstunku. TESC żyje własnym życiem i trudno byłoby mi wymienić jedną osobę, która faktycznie tym wszystkim zarządza. Jestem wspólnym czynnikiem, ponieważ znam każdego, kto jest zaproszony do dołączenia, dzięki czemu mogę zapewnić, że żaden narażony dorosły nie będzie narażony, gdy jest z nami. W tym sensie grupa nie jest otwarta i nie reklamujemy publicznie naszej lokalizacji ani godzin spotkań. Czasami ludzie myślą, że „prowadzę” grupę, ale zapewniam, że tak nie jest. Często koloruję obrazki i rozmawiam z ludźmi. Grupa tak naprawdę prowadzi się sama. Jest bardzo podobna do przyjęcia urodzinowego dla dorosłych dzieci, ponieważ każdy może robić, co chce, i nikomu to nie przeszkadza. Ludzie mogą siedzieć w kącie i obserwować, mogą pracować na komputerach, mogą piec, mogą robić rzeczy rzemieślnicze, mogą kopać piłkę, słuchać muzyki lub po prostu rozmawiać. AS nie jest wymogiem, co szczególnie mi się podoba, ponieważ osoby z niepełnosprawnością intelektualną lub chorobami psychicznymi mogą być równie zabawne, jak osoby z autyzmem. Rodzice również czasami przychodzą, ale byłoby poważnym błędem myśleć, że grupa jest prowadzona przez nich! Są tam, aby uciec od swojej roli opiekunów. Niektórzy rodzice przedstawiają podły obraz, mogę ci powiedzieć. To, na co liczyłem, faktycznie się wydarzyło i chciałbym zobaczyć tego jeszcze więcej. Mianowicie członkowie TESC nawiązują przyjaźnie i robią rzeczy w mniejszych grupach poza naszymi regularnymi spotkaniami. Ludzie odwiedzają się nawzajem w domach, chodzą do kina, robią zakupy i rozmawiają ze sobą przez telefon. Jedną z rzeczy w TESC, która mnie zadziwiła, a jest ich wiele, jest to, jak bardzo towarzyscy są ludzie z AS. W przypadku niektórych osób konieczne jest stworzenie struktury, aby wiedzieli, z kim rozmawiać i kiedy coś powiedzieć. TESC zapewnia nam świetny sposób na ćwiczenie takich rzeczy, jak dzielenie się swoją kolejką i odpowiednie tematy do rozmowy. Rozmawiamy również o tym, jak rozpoznać, czy ktoś jest przyjacielem, jak poznać nieznajomego i innych tego typu rzeczach, a grupa zapytała mnie, czy mogę w przyszłości robić coś w tych obszarach umiejętności społecznych bardziej formalnie. Organizujemy również wycieczki na zakupy, kręgle, grillowanie i zwiedzanie muzeów… wiesz, co to jest. Jedną z rzeczy, która mnie łechce, gdy biorę udział w tych wycieczkach, czego nie zawsze robię, jest to, jak grupa dba o siebie nawzajem. Wydaje się, że przypływamy i odpływamy wokół siebie, aby osoby, które potrzebują wsparcia w znalezieniu toalety lub zapłaceniu za coś, na przykład, miały dokładnie to, czego potrzebują, kiedy tego potrzebują. Dzieje się to głównie, jak się wydaje, dzięki zbiorowej inteligencji grupy, ponieważ nie omawiamy, kto co zrobi, w sposób, w jaki można by to zrobić podczas wycieczki szkolnej. Przykładem tego było wydarzenie w Muzeum Nauki i Przemysłu kilka tygodni temu, kiedy jeden z mężczyzn z naszej grupy poszedł do toalety. Najwyraźniej temu mężczyźnie trudno jest przestać myć ręce, kiedy już zacznie, w związku z czym spędza dużo czasu w toalecie. Gapiłem się na jakąś wystawę, kiedy dwóch członków naszej grupy, Eileen i Tom (którzy mają ZA i trudności w uczeniu się i naturalnie nie zostaliby przydzieleni do roli „opiekuna”) spojrzeli na swoje zegarki i zauważyli, że Gareth był w toalecie przez długi czas. Eileen zasugerowała Tomowi, żeby poszedł i zobaczył, co robi Gareth, co Tom zrobił. Tom wrócił i powiedział Eileen, że dał Garethowi dwie minuty na umycie rąk i wyjście. (Do diabła, pomyślałem sobie, skąd wiedziałeś, jak to zrobić, Tom?). Podczas gdy czekaliśmy, dołączył do nas inny mężczyzna z naszej grupy, Marcus, i zaproponował, że pójdzie z Tomem po Garetha. Przyglądałem się z zainteresowaniem, ponieważ znałem „diagnozę” Garetha i wiedziałem, że może być dla niego trudno wyprowadzić go z toalety. W krótkim czasie wyszli wszyscy trzej, rozmawiając o tym, dokąd pójdą następnym razem w muzeum. Jakie umiejętności. Taka wrażliwość. Taki cholerny zdrowy rozsądek! I, niestety, umiejętności, których Tom, Eileen, Gareth i Marcus użyli z takim powodzeniem w sytuacji z życia wziętej, rzadko zostaną zauważone przez ich profesjonalistów lub personel pomocniczy, ponieważ nie myślimy o tym, aby pytać wystarczająco dużo o rzeczy, w których nasi klienci są dobrzy.

Ginger

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Ginger to 35-letnia kobieta mieszkająca z rodzicami, którzy moim zdaniem są bardziej aktywni i sprawni, niż mają prawo być emeryci. Wydaje się, że zajmują się sąsiedztwem, wnukami i ludźmi w kościele, a także czwórką własnych dzieci. Zostałam poproszona o wizytę u Ginger, ponieważ po dzieciństwie, okresie dojrzewania i wczesnej dorosłości jako uległej, spokojnej i wyrozumiałej osoby, stała się agresywna wobec swojej rodziny. Ludzie byli bici i rzeczy były niszczone. Lokalna służba zdrowia NHS nie uważała, że ​​może otrzymać wsparcie ze strony służby ds. niepełnosprawności intelektualnej, ponieważ nie była „wystarczająco niepełnosprawna intelektualnie”, a służby zdrowia psychicznego nie uważały, że mogą jej zaoferować wsparcie, ponieważ „nie była wystarczająco chora psychicznie”. Szczerze mówiąc, gdyby tylko Ginger potrafiła przestrzegać zasad służby, co? W każdym razie była pod opieką psychiatry, który nie miał doświadczenia w autyzmie ani niepełnosprawności intelektualnej. Poza jego opieką medyczną nie otrzymywała żadnego wsparcia ze strony lokalnych służb, kiedy ją poznałam. Podczas mojej dzisiejszej wizyty, została ona jednak przedstawiona pracownikowi wsparcia z Adult Social Services Team przy kilku okazjach. Ginger przyjmowała lek przez wiele lat, który ostatecznie uszkodził jej wątrobę. Lek ten wydawał się pomagać jej myśleć jaśniej i uwolnić się od obsesji psychicznych, aby móc dość dobrze komunikować się z innymi ludźmi. Lek musiał zostać odstawiony i wypróbowano szereg innych leków, ale Ginger źle się czuła po każdym z nich, więc psychiatra był zdezorientowany, co wypróbować dalej. Wykazano, że selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI) pomagają niektórym osobom z ZA, które mają obsesje lub są bardzo niespokojne, ale te leki potrzebują trochę czasu, aby stać się w pełni skuteczne. Często po pierwszym ich zażyciu osoba czuje się źle przez tydzień lub dłużej. Dla osób, które mają słabe poczucie czasu lub trudności z komunikacją, trudno jest zrozumieć, że jest to tymczasowe, ale warto wytrwać przez ten krótki okres, aby sprawdzić, czy lek rzeczywiście pomaga im w dłuższej perspektywie. Podczas próbowania leków nie byliśmy pewni, czy Ginger doświadczała powszechnych skutków ubocznych, czy też była naprawdę zbyt chora, aby przyjmować leki. Podczas próbowania jednego leku obudziła rodziców w środku nocy, mówiąc, że myśli, że ma zespół Downa i że tak naprawdę nie jest ich córką. Zawsze była bardzo płaczliwa i miała rozstrój żołądka. Czasami chodziła w piżamie i przestała się kąpać. Miała napady powtarzających się stwierdzeń, które stawały się bardzo głośne i natarczywe, a w kilku przypadkach meble w salonie zostały uszkodzone podczas agresywnych wybuchów. Wszystko to było nietypowe dla wczesnego rozwoju Ginger i jej dorosłego życia. Psychiatra był sfrustrowany, ponieważ Ginger nie chciała rozmawiać, gdy była w pobliżu, a w swojej frustracji, jak powiedziała mama, skarżył się, że mama i tata robią dla niej za dużo. Według zrozumienia mamy, psychiatra uważał, że Ginger trzeba „zmusić”, żeby wyszła i coś zrobiła, a jej matka powinna przestać mówić w imieniu Ginger. Podobno uważał, że Ginger „poszukuje uwagi” i że rodzina zbyt łatwo jej ulega. Rodzina czuła, że ​​jego wizyty go irytowały go, a po kilku miesiącach powiedział, że nie może już dla nich nic zrobić. Na tym etapie Ginger nie przyjmowała żadnych leków i wydawała się być bardzo smutna. Wydawało się, że staje się coraz bardziej cicha, nie stara się jeść ani rozmawiać. Kiedy pierwszy raz spotkałam Ginger i jej otwartych, energicznych rodziców w ich domu, Ginger była ubrana, nawet z makijażem, i gotowa do rozmowy ze mną, co zrobiło na mnie duże wrażenie. Pamiętam, że spędziłam dużo czasu rozmawiając z nią o szczegółach tego, jak nie tylko wstała z łóżka, ale także ubrała się i włożyła dodatkowy wysiłek w nałożenie makijażu. Ta linia pytań dała mi pojęcie o wielu zasobach, które były już obecne u Ginger i mieliśmy punkt wyjścia, aby dotrzeć do jej preferowanej przyszłości. Zauważyłem podczas pierwszej wizyty, że mama Ginger była dość neurotypowa, ponieważ była bardzo dostrojona do emocji i sygnałów społecznych. Ponadto rodzeństwo Ginger było również otwarte, ekstrawertyczne, co samo w sobie jest piękne, ale sprawia, że ​​osoba z ZA wydaje się jeszcze bardziej niepełnosprawna, niż jest w rzeczywistości. Ojciec Ginger był bardziej do niej podobny, chociaż nawet on był bardziej neurotypowy w swoich poglądach niż Ginger. Kiedy spotykam rodzinę głównie neurotypową z jedną osobą, która ma ZA, jest to zarówno dobra, jak i zła wiadomość z mojego punktu widzenia. Dobra wiadomość jest taka, że ​​neurotypowi członkowie rodziny zwykle mają dobrą sieć wsparcia społecznego, są odporni i są w stanie walczyć o członka rodziny z ZA na wielu poziomach, aby uzyskać potrzebne wsparcie. Ze względu na ich umiejętności społeczne, łatwo i bardzo przyjemnie jest z nimi rozmawiać. Z drugiej strony, neurotypowi członkowie rodziny mają tendencję do oceniania osoby z zespołem Aspergera według własnych standardów. Otwarta natura wszystkich innych sprawia, że ​​osoba z zespołem Aspergera wydaje się czasami jeszcze dziwniejsza, niż jest w rzeczywistości. Niestety, neurotypowym członkom rodziny łatwo jest się bardzo zdenerwować rzeczami, które mówi osoba z zespołem Aspergera, ponieważ łatwo im odczytywać emocje w tym, co ma być stwierdzeniem faktów. W takich rodzinach osoba neurotypowa musi myśleć o wszystkim, co mówi i o wszystkim, co słyszy od osoby z zespołem Aspergera, i odwrotnie, ponieważ jej naturalne interpretacje i oczekiwania najprawdopodobniej nie będą słuszne. Tak było w przypadku Ginger i jej rodziny. Mama, która była główną opiekunką, bardzo szybko się denerwowała, gdy Ginger nie chciała się rano ubrać. Czuła, że ​​musi usprawiedliwiać zachowanie córki lub komentować je dość często, co mogło pogorszyć sytuację Ginger, bardziej niż było to konieczne. Powiedziała na przykład: „Nie mów tego!”, kiedy Ginger powiedziała, że ​​chciałaby umrzeć, co jest zrozumiałą pokusą dla każdego. Jednak Ginger lepiej zareagowała, kiedy powiedziałem: „Rozumiem, że teraz czujesz się tak źle, że chciałabyś już tu nie być”, ponieważ powiedzenie jej, żeby czegoś nie mówiła, było postrzegane jako atakowanie jej i tylko ją jeszcze bardziej rozgniewało. Częścią mojej preferowanej przyszłości dla rodziny było słuchanie mamy mówiącej rzeczy, które pokazywały, że akceptuje zachowania Ginger takimi, jakie są, zamiast dodawać emocji i sama się denerwować. Uważałem, że kiedy mama zacznie używać innych słów, aby rozmawiać z Ginger w chwilach stresu, będziemy zmierzać we właściwym kierunku. Skonsultowałem ten cel z Ginger podczas mojej trzeciej wizyty u niej i ironicznie zgodziła się, że czasami mama staje się „bardzo emocjonalna”. Ginger nie chodziła na spotkania, więc do domu przychodziły służby socjalne, ale potem Ginger nie zgodziła się na kolejne spotkanie, więc nigdy nie wrócili; Mama chciała, żeby przychodzili bez zapowiedzi, bo Ginger by z nimi rozmawiała, gdyby nie wiedziała, że ​​przyjdą. Nie robiliby tego jednak, ponieważ najwyraźniej byłoby to sprzeczne z jej prawem do decydowania o spotkaniach lub czymś takim. Mama wiedziała, że ​​jeśli pracownik socjalny powie „Idziemy tu dzisiaj”, Ginger pójdzie, ale jeśli zapyta „Chcesz…?”, Ginger powie, że nie. Jedną z rzeczy, które uważałam robić, w moim skoncentrowanym na rozwiązaniach sposobie, było słuchanie tego, co mama mówi, że zadziała, a następnie robienie tego w przekonaniu, że zna Ginger i na co Ginger zareaguje lepiej niż ja. Okazuje się, że mama miała rację prawie zawsze. Na sugestię mamy przyjęłam pomysł, żeby powiedzieć Ginger, że będę w okolicy w przyszły piątek i mogę wpaść, jeśli będę miała czas, po prostu na filiżankę herbaty i żeby sprawdzić, czy sytuacja się poprawiła. Wydawało się, że to działa, i zaczęłam dzwonić, kiedy „jechałam do stajni” (Ginger była fanką koni, tak jak ja) i zastanawiałam się, czy Ginger będzie mi towarzyszyć, żebym nie musiała iść sama. Podczas tych podróży, z dala od mamy i taty, Ginger z pewnością mówiła. Psychiatra byłby z niej zadowolony, gdyby miał taką możliwość. Ginger była świetną obserwatorką i wiedziała, jak bardzo mama i tata byli zdenerwowani jej zachowaniem. Właściwie ona sama była tym bardzo zdenerwowana, ale nie widziała, jak można by coś zmienić. Więc oto byłam, celując w moją ósmą wizytę u Ginger, która niedawno zaczęła przyjmować kolejne leki. Przybyłam trochę wcześniej, co przestraszyło nawet kota, który czekał na schodach, żeby wejść. Stojąc na schodach i wymieniając uprzejmości z kotem, usłyszałam trochę Ginger krzyczącej na mamę i tatę, zanim zapukałam do drzwi. Brzmiało to tak, jakby Ginger odmawiała spotkania się ze mną i groziła, że ​​wróci do łóżka. Gdy tylko zapukałam do drzwi, wszystko ucichło, a kot i ja wymieniliśmy spojrzenia, czekając na kolejne wydarzenie. Mama otworzyła drzwi, a Ginger uśmiechała się za nią. Jak szybko wszystko się zmieniło! Weszliśmy do salonu i podczas gdy mama robiła mi drinka, zapytałam Ginger, jak udało jej się tak szybko skończyć ze złością i tak uprzejmie się uśmiechnąć! Byłam pod wrażeniem nie tylko jej umiejętności, ale także motywacji. Sugerowało to, a ona potwierdziła, że ​​tak było, że martwiła się tym, co o niej myślę. Tego konkretnego dnia Ginger nie chciała ze mną wyjść, więc spędziłyśmy pół godziny, rozmawiając o rzeczach, które poprawiły się w ciągu ostatniego tygodnia. To była trudna rozmowa, ponieważ Ginger powiedziała, że ​​wszystko jest lepsze, jeśli cały dzień zostanie w łóżku, ale jej matce się to nie podobało. Ginger wstawała z łóżka, żeby iść do miasta z mamą, ale tylko do jednego sklepu, gdzie chciała kupić kilka takich samych płyt CD, które już miała w domu i których nigdy nie chciała słuchać. To również kończyło się irytacją mamy. W obecnym stanie smutku i niepokoju Ginger nie była w stanie próbować zrozumieć rzeczy z punktu widzenia swojej matki. Dlatego najlepszym sposobem działania wydawało się uspokoić sytuację i usunąć część silnych emocji z sytuacji. Było to trudne zadanie dla rodziny, ponieważ, jak sądzę, nie widzieli żadnej poprawy i martwili się, że Ginger może zostać „utknięta” w ten sposób do końca życia. Trudno jest robić małe rzeczy w ciągu dnia, gdy tak wielki niepokój cię przytłacza. Wszystko, czego potrzebowaliśmy, z mojej perspektywy skoncentrowanej na rozwiązaniach, to jedna mała zmiana, która odkleiłaby rzeczy i umożliwiła zaistnienie większych zmian. Niestety, ta jedna mała zmiana nie nadeszła podczas tej wizyty. Niepokój i płaczliwość Ginger trwały nadal, a najlepszym sukcesem, jaki mogłem stwierdzić, było to, że byłem wystarczająco elastyczny, aby być w pobliżu, gdy rodzina była w kryzysie, mogłem trochę uspokoić zachowanie kryzysowe, Ginger i ja mieliśmy całkiem sporo dobrych wizyt u zwierząt i głównie przyjemny czas, którego inaczej by nie miała. Ponadto, myślenie skoncentrowane na rozwiązaniach pozwoliło mi nawiązać z nią i jej rodziną relację roboczą, której nie udało się nawiązać innym profesjonalistom. Niestety, Ginger przestała mnie odwiedzać, zanim nastąpiły jakiekolwiek znaczące zmiany w jej nastroju. Zaprzestała agresji wobec rodziny i majątku, co było świetne, ale nadal była smutna. Jej rodzina zdecydowała, że ​​zrobią jej przerwę od widywania się ze mną (było to drogie), dopóki jej nastrój się nie poprawi.

Marge z kierownictwa

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Następna wizyta tuż za rogiem to kolejne spotkanie zespołu, tym razem z kierownikiem usług opieki domowej, liderem zespołu domu dla dwóch mężczyzn z autyzmem i pracownikiem socjalnym dla mężczyzn. Jednego z mężczyzn skierowała do mnie kilka dni wcześniej kierowniczka, ponieważ jego zachowanie wymykało się spod kontroli i nie wiedziała, co robić. Pamiętam, że poczułam się trochę przygnębiona, gdy skierowano mnie do mnie, ponieważ ta konkretna kierowniczka historycznie skierowała wiele osób mieszkających w jej rejonie. Nie słyszałam od niej od dłuższego czasu, chociaż stare łaskotanie w brzuchu powróciło, gdy tylko usłyszałam jej głos. Poprosiła, żebym spotkała się z nią i kilkoma innymi osobami, zanim umówię się na wizytę u tego mężczyzny w jego domu. Przybyłam i otrzymałam należyte poczęstunek i miejsce, zanim zaczęła się znana litania. Wymieniła to, co brzmiało jak każde trudne zachowanie, jakie może mieć jeden mężczyzna. Głównie wypiłam swoją filiżankę herbaty, kiwałam głową i wydawałam małe dźwięki, aby okazać współczucie dla jej sytuacji. Zadałam standardowe pytania: „Co by było inaczej, gdybym zrobiła właściwą rzecz?” i „Co daje ci pewność, że cokolwiek zrobię, cokolwiek zmieni?” i kilka innych rzeczy. Chyba minęła godzina, a ja nadal nie miałam jasnego, szczegółowego pomysłu, czego ode mnie chciała, ani co zauważyłaby, zakładając, że faktycznie mogłabym zrobić to, czego chciała. Wspomniała o niejasnych rzeczach – że głównym problemem było to, że personel opieki bezpośredniej nie pracował konsekwentnie, nie stosował się do jej rad i nie prowadził dobrej dokumentacji. Poczułam się trochę zablokowana, więc zrobiłam to, co zawsze robię, gdy czuję się zablokowana, i zadałam pytanie skalujące. „Marge (tak nazywała się menedżerka), w skali od zera do dziesięciu, gdzie zero oznacza całkowity brak pewności, a dziesięć absolutną pewność, jak bardzo jesteś pewna, że ​​ta sytuacja się poprawi?” Ku mojemu całkowitemu zdumieniu oznajmiła głośno: „Pięć”. „Pięć?! Ojej! Jesteś w połowie drogi!” Co daje ci tak wysoki poziom pewności siebie?’

Uśmiechnęła się i powiedziała: „Nie sądziłam, że piątka to bardzo dużo”. „Niemniej jednak coś daje ci całkiem sporo pewności, że personel zareaguje w odpowiedni sposób na tego dżentelmena. Co daje ci taką pewność?’ „Cóż”, powiedziała, „personel naprawdę ma na sercu dobro Stephena i jest naprawdę bardzo doświadczoną grupą pracowników. Naprawdę chcą, żeby było dla niego lepiej”. „To świetnie!” powiedziałam. Zapytałam liderkę zespołu o jej opinię, ponieważ pracowała z personelem w domu. Zgodziła się z oceną Marge i powiedziała, że ​​personel faktycznie wiedział, co zrobić, aby zapobiec trudnemu zachowaniu Stephena, i że w większości przypadków on w ogóle ich nie kwestionował. Marge była tym zaskoczona, ponieważ zapisy tego nie odzwierciedlają. Otrzymywała tylko raporty o incydentach, więc zbierała tylko informacje o rzeczach, które nie działały zbyt dobrze. Pracownik socjalny również otrzymywał te raporty i wspólnie zdecydowali, że zespół pracowników musi zrobić coś innego. Dlatego do mnie zadzwonili. „Więc Marge, jestem pod wrażeniem twojej obserwacji, że wszyscy są dokładni, że grupa pracowników ma na sercu dobro Stephena. Skąd o tym wiedziałaś?”

Marge opowiedziała mi kilka historii o rzeczach, które słyszała lub widziała, a które dobrze się ułożyły w domu dla Stephena. Po raz pierwszy mógł pojechać na długi weekend, odnowił kontakt z mamą, zaczął chodzić do grupy towarzyskiej i rozważał zajęcia na studiach na następny semestr. Lider zespołu dodał szczegóły do ​​wypowiedzi Marge, a druga połowa dwugodzinnego spotkania miała zupełnie inny charakter. Okazało się, że menedżer potrzebował, aby zespół pracowników zapisał plan opieki wystarczająco szczegółowo, aby ona i wszyscy inni wiedzieli dokładnie, jak reagować, jeśli będą ze Stephenem. Zgodziła się, że większość personelu wiedziała, jak się z nim komunikować, ale potrzebowała, aby wszyscy wiedzieli i musiała to zapisać. Liderka zespołu powiedziała, że ​​wie, że personel może to zrobić, i powiedziała, że ​​zorganizuje spotkanie zespołu, a także spotka się ze Stephenem i jego kluczowym pracownikiem i sporządzi szczegółowy plan opieki. Zapytałam, kiedy według niej powinnam pójść do domu i, znów ku mojemu zdziwieniu, zasugerowała, że ​​może to nie być konieczne, więc zadzwoni do mnie za miesiąc, aby dać mi znać, co się stało. Niespodziewanie przerodziło się to w jednorazowe spotkanie z bardzo przyjemnym wynikiem. To było pierwsze takie wydarzenie dla Marge i dla mnie.

Paddy policjant

https://www.remigiuszkurczab.pl/aspergeraut.php

Moje kolejne spotkanie tego dnia było z policjantem, który zdiagnozował u siebie zespół Aspergera, i jego partnerem. Zgłosili się do mnie zarówno po formalne potwierdzenie diagnozy, jak i po kilka pomysłów, jak utrzymać ich związek, który był nękany jednostronnym brakiem emocji, słabą komunikacją i nadgorliwą matką (teściową dla partnera). Byli czarującym towarzystwem i wykazali się dobrze rozwiniętym poczuciem humoru. Formalne spotkanie diagnostyczne trwa zazwyczaj co najmniej dwie godziny, a ich preferowanym wynikiem wydatkowania czasu i pieniędzy była ta formalna diagnoza plus kilka pomysłów, jak naprawić ich związek. Zasugerowałem, abyśmy ustalili nasz limit na dwie godziny, a ja pogodzę oba cele najlepiej, jak potrafię. Ocenimy, jak przebiega treść spotkania mniej więcej w połowie. Jak się okazało, na wiele pytań diagnostycznych nie można było odpowiedzieć, ponieważ wymagały one informacji od kogoś, kto znał dobrego policjanta, gdy był bardzo młody, a niektóre pytania nie wymagały wielu wyjaśnień ani dyskusji, ponieważ ta para odrobiła pracę domową i zrozumiała naturę potrzebnych informacji. Udało mi się potwierdzić diagnozę, z zastrzeżeniem, że nie mam żadnych dowodów potwierdzających, że różnice społeczne i wyobrażeniowe były obecne od wczesnego dzieciństwa, ale że ogólnie rzecz biorąc, wydawało się, że AS byłoby odpowiednią diagnozą. Kwestie tego, jak naprawić, a następnie utrzymać dobrą relację, były jednak znacznie bardziej skomplikowane. Paddy, policjant, był skłonny do płaskich, faktycznych i uproszczonych stwierdzeń, takich jak „Nie kocham mojej matki”, co śmiało powiedział swojej matce kilka tygodni temu. Nie chciał, żeby go odwiedzała, i nie zamierzał jej odwiedzać, i bardzo chciał, żeby zniknęła ze jego życia. Gdy zrozumiałem sytuację, mama nie mogła pogodzić się z tym, jak jej syn mógł to powiedzieć, więc uznała, że ​​za wygnaniem z rodziny stoi żona jej syna, Cruella (nie jej prawdziwe imię). Wynikające z tego e-maile, SMS-y, telefony i listy sprawiły, że Paddy doświadczył skrajnego stresu i faktycznie zastanawiał się, czy kocha teraz swoją żonę. Powiedział, że był zdezorientowany rzeczami, które jego żona mówiła o jego matce i odwrotnie, i nie wiedział, jak powstrzymać kłótnie. W ogóle nie chciał już rozmawiać o tej sytuacji, ale Cruella była tak zrozpaczona jego matką, że chciała wyraźnego wsparcia od męża. Paddy nie wiedział, czego ona od niego oczekuje, i w tej chwili zauważał pewne niepokojące podobieństwa między matką a żoną. Policjant Paddy miał pewne zdecydowane poglądy na temat tego, jak ludzie powinni radzić sobie z lękiem. Uważał, że muszą „dotrzeć do źródła” problemów, wyeliminować źródło, a następnie zająć się sprawami. Nie zgadzał się na przyjmowanie leków przeciwdepresyjnych, które często wydają się pomagać osobom z ZA, ponieważ uważał, że wcale nie usuwają źródła problemu. Zarówno jego matka, jak i żona je przyjmowały, a on uważał, że pogarsza to sytuację zamiast ją poprawiać. „Więc chciałbyś dotrzeć do „źródła” tego, co jest nie tak?” zapytałem. „Cóż, tak” powiedział Paddy, „ponieważ tylko wtedy możesz zrobić to, co słuszne. Nie chcę tak żyć miesiącami, chcę, aby sytuacja została rozwiązana”.  „Ach” – powiedziałem – „gdyby sytuacja została rozwiązana, co by się zmieniło dla ciebie?” Paddy spojrzał na mnie, jakbym właśnie wypowiedział starożytne słowa czarów. „Co masz na myśli, mówiąc, co byłoby lepsze? Najwyraźniej nie czułbym się tak. Najwyraźniej nie musiałbym przychodzić do ciebie. Życie byłoby spokojniejsze”. „A dla ciebie?” – zapytałem cierpiącą Cruellę. „Co zauważyłabyś u Paddy’ego, gdyby sytuacja została rozwiązana?” Uśmiechnęła się i powiedziała: „Paddy nie poszedłby prosto do garażu (gdzie naprawia stary samochód), kiedy wraca do domu z pracy”. Zauważyłem, że te dwie osoby, podobnie jak wiele innych osób, które widzę, opisywały swoją preferowaną przyszłość w kategoriach tego, co by się nie wydarzyło, zamiast tego, co by się wydarzyło. Jednak brak problemu niekoniecznie jest rozwiązaniem. To, że Paddy nie poszedł bezpośrednio do swojego garażu, niekoniecznie oznacza, że ​​automatycznie robiłby coś lepiej. Nie „czucie się tak”, jak powiedział policjant, niekoniecznie oznacza, że ​​czuje się lepiej. Chciałem spróbować zrozumieć, co ich zdaniem się wydarzy, a nie to, co się nie wydarzy. Paddy dał mi już jedną wskazówkę, mówiąc: „Życie byłoby spokojniejsze”. „Paddy, gdyby życie było spokojniejsze, myślisz, że robiłbyś coś innego, zamiast iść do pracy do swojego samochodu, kiedy wracasz z pracy?” zapytałem. „Być może”, powiedział. „Gdybym wiedział, że Cruella nie będzie zadawać mi pytań i… tak bardzo mnie potrzebować, byłoby mi łatwiej być w jej pobliżu”. „Cruella, czy to byłby znak, że sprawy się poprawiają, gdyby Paddy spędzał z tobą więcej czasu, kiedy wraca do domu?” To właśnie zasugerowała wcześniej, ale tak naprawdę nie powiedziała, że ​​tego chce. „Tak”, powiedziała. „Gdybyśmy jedli razem kolację wieczorem, byłoby lepiej”. „O której?” „O której?” „O której porze dnia jadłbyś kolację?” Musieli to krótko omówić między sobą i okazało się, że najczęściej wracał do domu około 7:30. „Abyś myślał, że sprawy trochę się poprawiają, czy musielibyście jeść razem kolację każdego wieczoru w tygodniu?” Ponownie odbyli krótką dyskusję na ten temat i omówili inne zobowiązania, które mieli w ciągu tygodnia. Na razie ustalili jeden wieczór, wtorek wieczorem. „I wiemy, myślę, że aby zrobić to jak najlepiej, Paddy musi wiedzieć, że nie będziesz zadawać mu pytań ani „potrzebować” go tak bardzo, Cruella. Paddy, skąd będziesz wiedzieć, czy Cruella potrzebuje cię odpowiednio dużo?” „Nie wiem”, powiedział Paddy, poprawiając się na krześle. Zauważyłam, że Paddy wydawał się niezdolny nawet myśleć o rzeczach, na które nie było dobrej i złej odpowiedzi, i postanowiłam nie kontynuować tego w tym momencie, aby dokończyć identyfikację szczegółów tego, co było wymagane, aby zauważyli niewielką miarę sukcesu. „Cruella, czy masz jakieś pomysły, o czym ty i Paddy moglibyście porozmawiać, co mogłoby sprawić, że będzie mniej niespokojny lub zmartwiony tym, że go potrzebujesz?” „Cóż, to zabawne, co mówisz, Paddy” — powiedziała Cruella. „Nie jestem pewna, dlaczego myślisz, że tak bardzo cię potrzebuję…” „Myślę, że tak, ponieważ ciągle pytasz mnie, co zrobię z telefonami mojej matki. Ciągle pytasz mnie, czy myślę, że ona naprawdę cię nie lubi. Ciągle pytasz mnie, co powinnaś zrobić z tym lub tamtym lub inną rzeczą, a ja nie wiem!” Paddy przerwał jej z emocją. „Pytasz, pytasz i pytasz, aż będę musiała uciekać”. „Więc”, powiedziałam, „o czym któraś z was wolałaby rozmawiać?” W pokoju zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara i stukaniem paznokci Cruelli. „Pogoda?” – zapytałam z nadzieją. „Wiadomości dnia? Sport? Liczba mandatów za przekroczenie prędkości wystawionych w ciągu typowego tygodnia? Seks? Narkotyki? Rock’n’roll?…” Oboje się uśmiechnęli. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, co interesuje ich oboje, i okazało się, że oboje lubią czytać popularnonaukowe magazyny, które można kupić w lokalnym supermarkecie. Magazyny te zawierały krótkie artykuły o nowych osiągnięciach w dziedzinie opieki zdrowotnej, fizyki, astronomii i różnych tematach. Ostatecznie zgodziliśmy się, że Cruella będzie kupować nowe wydania jednego z magazynów co dwa tygodnie, a ona wyróżni dwa artykuły, które będą mogły omówić przy kolacji we wtorek wieczorem. Kiedy sceptycznie podeszły do ​​tego pomysłu, zasugerowałam, żeby zaczęła rozmowę od słów „Tutaj jest napisane…”, a następnie przeszła do omówienia artykułu. Ostatnim zastrzeżeniem, jakie podałem, było to, że artykuły o zabijaniu teściowych, pozbywaniu się osób starszych, voodoo dla krewnych i reklamy domów opieki były zakazanymi tematami rozmów przy kolacji. Uzgodniliśmy, że po kolacji Paddy może udać się do garażu, jeśli będzie chciał. Resztę tygodnia mogli robić, jak chcieli, i tak poszli dalej. To, co zaczęło się od „Chciałbym, żeby się zamknęła” i „Chciałbym, żeby słuchał”, przerodziło się w jedną kolację w tygodniu z ustalonym tematem rozmowy. To rozwiązanie wyszło z ich ust, ponieważ nigdy nie wpadłbym na to jako na „leczenie” oparte na teorii psychologicznej. Byłem bardzo optymistycznie nastawiony, że jedna noc zamieni się w dwie noce i że będą żyć mniej więcej szczęśliwie. Nie odwiedzili mnie ponownie, więc czułem, że dałem im wszystko, co mogłem, za jednorazową ofertę. Chociaż bardzo chciałbym wiedzieć, jak się teraz czują, czasami jednorazowa oferta to wszystko, co dostajesz.